Pracoholika marzenia o Bieszczadach

24/05/2008 – 21:32

Ostatnio wyczytałam, w którymś z kolorowych czasopism, że każdy z nas w pracy powinien co godzinę, że tak to ujmę „olać” wszystko i wszystkich i zrobić sobie kilka minut relaksacji. No dobra, łatwo napisać kilka minut relaksu, skoro sprawozdanie miało być na godzinę temu, a spotkanie w interesach trwa już od 15 minut i na szybki koniec się nie zanosi. To co, mam tak usiąść, kazać zamknąć się szefowi, bo właśnie się relaksuję i wyobrażam sobie Bieszczady i noclegi pod namiotem w miejscowości Solina? Chyba od razu mogłabym powiedzieć „papa premio” i witajcie nadgodziny. No bo, gdyby tak zsumować te, np. 8 x 5 minut to 40 minut wyjęte z dziennego zarabiania firmy. Dla pracoholika to 40 minut utopionych w błocie pieniędzy, czyli marnotrawstwo czasu, bo czas to pieniądz. A niestety większość naszych szefów to pracoholicy. Nie mówię, że to jest złe być pracusiem aż do przesady, ale ciekawe czy on potrafi wyobrazić sobie, np. Bieszczady. Taki zagorzały pracuś to pewnie podczas relaksu, gdy zamyka oczy widzi krzywą popytu i podaży, czy jak tam się to nazywało. Nie wiem, może mi za mało płacą żeby poznać uroki marzenia o krzywej popytu, a może po prostu zarabianie potrzebne jest mi tylko aby jakoś godnie żyć. Gdybym miała zarabiać tylko po to, aby mieć najnowszy model śpiworka na noclegi w górach, to bym codziennie musiała kupować nowy śpiworek, bo wczorajszy zakup to już przeżytek. Z takiego toku myślenia, to po co mi śpiworek, najnowszy i najdroższy, skoro nie byłoby mnie stać na wyjazd w te góry, skoro muszę płacić tyle za ten kawałek materiału. Dlatego drodzy pracusie proszę, usiądźcie choć raz dziennie, zamknijcie te swoje oczęta, zapomnijcie o krzywej popytu i wyobraźcie sobie nasze piękne, polskie Bieszczady i małą miejscowość Solina. A najlepiej to spakujcie plecak, weźcie w końcu zaległy urlop z 3 ostatnich lat i zamiast wyobrażać sobie tylko te góry po prostu tam pojedźcie.