Emocje, emocje, emocje…
21/08/2008 – 10:10To był miły, starszy pan. Udana rodzina, odchowane i wykształcone dzieci, stabilizacja finansowa na poziomie polskiej szarzyzny - nic szczególnego. Jego życie do samego końca przypominałoby pewnie nudny rozkład podmiejskich pociągów, gdyby nie ten jeden feralny dzień. Bo ten pan miał swoją tajemnicę - całe życie skreślał te same numery w Lotto. Może to i dziwaczny zwyczaj, ale robił tak od kilkudziesięciu lat i było to jego jedyne hobby, jakie posiadał. Któregoś dnia biedaczek zachorował na grypę i ze względu na gorączkę nie mógł sam pójść do kolektury. Na szczęście mógł poprosić o przysługę żonę, co oczywiście zrobił. Obiecała “puścić zakład Lotto” wracając ze sklepu, ale - niestety - wyleciało to z jej pamięci. Na drugi dzień nasz bohater przeżył najszczęśliwszy dzień w życiu, kiedy to z ekranu telewizora dowiedział się, że tym razem zwycięskie okazały się jego numery. Dziwiła go tylko reakcja żony, która zamiast cieszyć się i krzyczeć jak on, tajemniczo milczała… Daruję Wam dalszy ciąg tej smutnej i autentycznej historii. Dodam tylko, że sąd podczas rozprawy orzekł, że na obronę oskarżonego należy uznać, że działał w silnych emocjach. Bo takie emocje wywołują pieniądze. Zwłaszcza duże pieniądze, które spadają na człowieka jak grom z jasnego nieba. Życiorysy “Lotto milionerów” pokazują, że ten test zdają nieliczni… obiecuję, że kiedyś opiszę niezwykłe losy kilku z nich.