Przygoda na osiedlowej uliczce
23/08/2008 – 11:59Niestety… tego się nie przeczuwałem. Czy jadąc sobie wolno na ładnej, szerokiej trakcie osiedlowej u dziewczyny, ktokolwiek z was byłby przygotowany na stalowy krąglak na środku drogi? Ja nie byłem. Na sekundę zdjąłem wzrok z drogi żeby popatrzeć na swoją śliczną dziewczynę, aż tu nagle wielki łoskot, podskoczyliśmy i tak zapoznaliśmy się z wielkim klocem leżącym na ulicy.
Opony zimowe wytrzymały to uderzenie, swoją drogą nie wyobrażam w jaki sposób, bo to były zramolałe sparciałe kapcie i tak tłukłem się do najbliższego zakładu jaki kojarzyłem, czyli koło Arkadii. Namęczyłem się jeszcze wcześniej z wydobyciem zapasu który był, prawie całkowicie zasłonięty przez butle z gazem i wyciągnięcie ekstra opony z jej schowka graniczy z cudem. Ale udało się. Zmieniłem chociaż jedną i zjechałem po tych okropnych garbach na drodze do warsztatu na dół.
Dowiedziałem się, że najtańsze nowe opony będą kosztowały tyle, co cały mój samochód, ale nie miałem żadnego innej możliwości. Do tego wywiedziałem się, że felgi samochodowe się odkształciły i wahacze są do wymiany.
Ale dla jednego widoku mojej kobiety zapłaciłbym każdą cenę. No cóż, następnym razem będę bardziej uważał. To jakby nie było doskonała nauczka na przyszłość, żeby np. na autostradach nie tracić uwagi na jeździe.